Wpis miał powstać do wczoraj i dolecieć do paczki #17 karnawału blogowego, niestety nie zdążyłem z terminem – tak to bywa gdy różne czynniki powodują zakrzywienie czasoprzestrzeni i zwlekanie się z łóżka w promieniach zachodzącego słońca :)
Dziś o muzyce w rpgowaniu trochę inaczej – nie w kontekście rozgrywki i podkładu do konkretnych scen, tylko o motywach muzycznych graczy. Ponieważ jest to trochę bardziej pracochłonny proces, zamiast wymyślać przykłady na poczekaniu, chciałbym oprzeć się na przykładach “z życia wziętych”. Kontynuując klimaty Neuroshimy przytoczę przebieg dopasowywania muzyki do bohaterów jaki miał miejsce przy kampanii prowadzonej niecały rok temu.
Zacząć wypada od tego, że drużyna pragnęła odgrywać członków mafii w Vegas, już na starcie jeden z graczy został mianowany szefem a jego postać otrzymała profesję “mafiozo”, drugi obwołał się zabójcą, trzeci gangerem a czwarty po dłuższym namyśle wybrał profesję chemika. O ile wstępny zarys postaci, ich historii i charakterów połączony z tradycyjnym turlaniem kostek udało się odfajkować na pierwszym spotkaniu, to dalsze opracowywanie postaci odbywało się indywidualnie z każdym z graczy. Ku mojej uciesze odzew na motywy muzyczne postaci został ze strony graczy przyjęty pozytywnie i pozwolił w wielu przypadkach na nadanie ich bohaterom całkiem nowych aspektów osobowości bądź zespojenie z garścią pomysłów które już zostały spisane na straty.
Na pierwszy ogień trafił ganger – Mitch, były członek gangu motocyklowego, który liczy na załatwienie paru osobistych spraw z przeszłości dzięki nowym koneksjom w środowisku mafii. Gracz gdy tylko usłyszał pomysł z motywem muzycznym wykrzyknął “super!” i niemal natychmiast poczęstował mnie tym:
mówiąc: “To jest motyw muzyczny Mitch’a!”
Co by nie mówić, gracz który wie czego chce, to dobra rzecz :)
Dorzucam także paczkę utworów, które zdarzało mi się użyć gdy Mitch pojawiał się w centrum uwagi, ale także wszystkim tym, którzy sami kiedyś potrzebowaliby utworów dla jednośladowych twardzieli:
Niestety lepszej dostępnej wersji na youtube brak, polecam wygooglanie na własną rękę.
Potem przyszła kolej na naszego mafiozo. John miał być bezlitosnym draniem, ostro dającym w gaźnik zarówno prochami jak i alkoholem, ot typowy skurwiel stojący na najwyższym szczebelku jednej z mafijnych drabinek. Postać niełatwa, jednak taka jakiej gracz sam chciał. Mieszanka brutalności i dramatyzmu człowieka który rządzi i którego szanują i boją się wszyscy poza nim samym. Dobranie utworu dla kogoś takiego nie było proste, pierwsze co mi się nasunęło na myśl to muzyka rodem z filmów noire.
Michał Lorenc – Ulice londynu
W trakcie poszukiwań odpowiedniego utworu gracz zmienił koncepcję postaci. John miał być mafiozo nieco innym niż standardowy bandzior. Miał być człowiekiem z wizją, który chce ogarnąć cały ten burdel jakim jest mafia w Vegas i ucywilizować go. “Zła nie unikniesz, ale możesz nad nim zapanować” stało się kwestią przyświecającą wszystkim działaniom Johna. Gracz sam wybrał sobie motyw, który całkiem dobrze oddaje bohatera wizjonera, dając nadzieję, że w tym szaleństwie jest metoda.
Dalej był zabójca, perfekcjonista, asasyn kalibru 9mm, Namida. Z jednej strony śmiertelnie skuteczny i finezyjny w wykonywaniu zleconych mu przez przełożonych egzekucji, z drugiej borykający się z problemami własnej przeszłości, zwłaszcza tymi, które okryte są całunem frustrującej tajemnicy. Potrzebny był więc kawałek podkreślający opanowanie, fach i profesjonalność, lecz także wewnętrzną niepewność i niepokój. Moja propozycja na motyw główny została przyjęta z aprobatą:
Na sam koniec został najtrudniejszy przypadek, jakim był Astarot, chemik pochodzący z Missisipi zajmujący się farmaceutyką. Przeżycie dzieciństwa w tym toksycznym szambie dodaje postaci trochę ponurego nastroju, tym bardziej, że Astarot wywędrował aż do Vegas w poszukiwaniu środków, które pozwolą mu na kontynuowanie dzieła ojca – badań farmaceutycznych dzięki którym mógłby on przeciwstawić się chorobom otaczającym postapokaliptyczną codzienność. Propozycji które podsunąłem graczowi było wiele:
Ostatecznym wyborem okazało się:
Co w sumie biorąc pod uwagę późniejszą grę całkiem dobrze oddaje bohatera.
Każdy w drużynie znalazł swój motyw muzyczny, co pozwoliło graczom dobrze zżyć się z kreowanymi przez nich postaciami. Nie muszę chyba wspominać ile satysfakcji dało im pojawienie się w trakcie ważnej dla danej postaci sceny motywu muzycznego przeznaczonego właśnie dla tej postaci. Mistrzowie! Pozwólcie swoim graczom poczuć się jak w filmie, gdzie znajomy utwór oznajmia wszystkim złym gościom o tym kto właśnie nadchodzi skopać im tyłek, gdzie wielki finał jest okruszony melodią wiktorii, gdzie bolączki postaci nie są tylko banalnymi kwestiami, lecz wspartymi muzycznie i emocjonalnie problemami, które odbijają się na całej rozgrywce. Pozwólcie bohaterom zabrzmieć.
Styczeń 16th, 2011 at 20:30
Bardzo dobry wpis. Ale też budzący zazdrość – ostatni gracze, którym zaproponowałem ten zabieg, uznali, że są na to zbyt zajęci. Nie było to nawet kłamstwo – raczej sarkastyczna ironia. Coś w stylu: “te, MG. Nie przesadzasz? Chcesz, byśmy MY coś robili na potrzeby sesji?”.
Za to kilka utworów zapamiętam na długo. : )